Bluszczyk Kurdybanek – towarzyska dusza!

O poranku zapowiada wiosnę, a na śniadanie doprawi smakowity omlet i lekki twarożek. W ciągu dnia przyrządza pyszne zupki i delikatną herbatkę, a wieczorem zaprasza na złocisty kufel ziołowego piwa lub kieliszek rozgrzewającej nalewki. Czyż nie przyjazny z niego towarzysz?

Dziarski sąsiad

Jego listki zielenią się już pod śniegiem, zapowiadając pierwsze dni wiosny. Kurdybanek szybko się rozrasta tworząc piękne, fioletowe dywany. Wprawni ogrodnicy wiedzą, by nie sadzić go w zbyt bliskim sąsiedztwie innych roślin, bo jego towarzyskie skłonności zdominowałyby niejedną grządkę. Ci też – znają jego nieocenione i zbawienne właściwości. Inni z kolei, zupełnie niewdzięcznie, nazywają go chwastem i bezlitośnie usuwają ze swoich działek. Gdyby tylko wiedzieli ile pyszności i dobra się pozbywają…

Kulinarny towarzysz i stary krewny

Bluszczyk kurdybanek – w skrócie nazywany po prostu kurdybankiem – został odkryty w trakcie wykopalisk w Biskupinie i jest najstarszym polskim zielem. To właśnie on przez wieki wykorzystywany był w kuchni, jako najważniejsza, a niekiedy jedyna przyprawa – jeszcze zanim na nasze ziemie trafiły majeranek i bazylia. Kurdybanek wyśmienicie czuje się w kuchni, dlatego nie tylko wzbogaca aromat potraw i nadaje im ciekawy, delikatny smak, ale także posiada wiele cennych właściwości leczniczych. Chociaż początki chrześcijańskiego misjonarstwa nie sprzyjały zielarzom i miłośnikom naturalnej medycyny, a wszystkie te metody były uważane za pogańskie narzędzia szamanów, to Św. Hildegarda z Binden, XII-wieczna uzdrowicielka, przywróciła ziołom dobrą sławę. Kurdybanek zalecała popijać zaparzony w gorącym mleku. Ziele to zawiera liczne olejki eteryczne, więc podawane w obecności tłuszczu, silniej uwalnia swój aromat. Niektórzy do dziś bardzo chwalą sobie ten sposób.

Bluszczyk poprawia przemianę materii, oczyszcza organizm z toksyn, regeneruje obciążoną wątrobę oraz nerki, dzięki czemu zadba o smukłą sylwetkę i odnowi organizm po zimie. Podawany pod dowolną postacią, niezwykle silnie wzmacnia układ odpornościowy i pomaga zwalczać wirusy, infekcje i schorzenia przewlekłe. Co ważne, zwiększa liczbę leukocytów, czyli białych krwinek, które odpowiedzialne są między innymi za ochronę organizmu przez wirusami i bakteriami. Dlatego też ich obecność jest szczególnie istotna, a kurdybanek tak skutecznie wspiera w zapobieganiu wszelkim chorobom.

Wzmacniająca nalewka z kurybanka według receptury Stefanii Korżawskiej

Potrzebujesz:

10 łyżek suszonego ziela kurdybanka
0,5 litra wódki

Kurdybanek wsypać do słoika, zalać wódką i szczelnie zamknąć. Pozostawić na 10 dni, każdego dnia lekko wstrząsając. Popijać 1-2 łyżeczki dziennie w kieliszku ciepłej wody. W stanach osłabienia organizmu dawkę można zwiększyć – 3 razy dziennie po łyżce.

Kurdybanek wciąż zaskakuje mnogością swoich zastosowań. Popularny i lubiany w postaci herbatki, o delikatnym smaku, pysznie komponuje się z domowej roboty syropem z mniszka lekarskiego, malin lub łyżeczką miodu. Wystarczy łyżeczkę suszonych ziół zalać wrzątkiem i odstawić na 10 minut, najlepiej pod przykryciem.

Zupa? Nikt nie zna lepszego przepisu, niż mieszkańcy Mesznej w Beskidzie Śląskim. Ich zupę ziemniaczaną – jedną z tradycyjnych śląskich potraw – gospodynie doprawiały na koniec świeżymi listkami kurdybanka, który w tamtych rejonach nazywany jest kondrotkiem. Nie tylko dodawał zupie pięknego smakowitego aromatu, ale wzmacniał i regenerował organizmy, dodając krzepy całej rodzinie.

Bluszczyk, zarówno świeży, jak i suszony, stanowi świetny dodatek do masła. Doskonale doprawi lekkie grzanki z ciemnego pieczywa albo gotowane na parze warzywa. Z dodatkiem natki pietruszki i odrobiną czosnku, z przyjemnością ożywi każdy twarożek, a wrzucony do omletu, sałatki lub kanapki – zamieni je w wykwintne i niecodzienne dania.

Wierny stróż Kurdybanek

Ponieważ kurdybanek poprawia także pracę serca, wskazany będzie dla osób z zaburzeniami rytmu serca i słabym krążeniem. Zaleca się go też osobom obciążonym problemami, wyczerpanym i narażonym na stres. Ziołowy napar albo przyprawa z kurdybanka, stosowane regularnie, uporządkują myśli, ukoją nerwy i rozprawią się z nadmiernymi napięciami i wszelkim niepokojem. Taką herbatkę warto popijać też na kilka dni przed ważnym spotkaniem albo wystąpieniem, a później – podczas wieczornego relaksu.

Kurdybanek utrudnia też wchłanianie ołowiu – zapobiega więc silnym zatruciom organizmu. George Catlin, XIX-wieczny malarz, któremu zawdzięczamy niesamowite obrazy olejne, przedstawiające Indian z prerii, popijał kurdybankową herbatkę regularnie. Pomagało mu to zapobiec zatruciu ołowiem, którego w ówczesnych farbach olejnych, ilości były zastraszające. Tak więc malarzom, drukarzom, mechanikom samochodowym i wszystkim, którzy narażeni są na działanie ołowiu, kurdybanek dedykuje się szczególnie.

Przyjaciel Króla

Jak donosi w swoich książkach ziołoleczniczych Stefania Korżawska – wiernym przyjacielem kurdybanka był również król Jan III Sobieski, który rozsławił jego lecznicze właściwości. Pewnego dnia, jadąc polną drogą, spotkał on wieśniaczkę z pękiem bluszczyku, która biegła z ratunkiem do swojego ciężko chorego syna. Jeśli kurdybanek mu nie pomoże, to już nic mu nie pomoże – miała oznajmić królowi kobieta. Mądry władca podszedł do kobiety i poprosił ją o małą odnóżkę tego drogocennego ziela. Wiedział bowiem, że tyle wystarczy, by ziele rozrosło się w jego ogrodzie. W krótkim czasie fioletowe dywany kurdybanka porosły królewskie ogrody, a zaradny król zaopatrzył w cudowne ziele całe wojsko. Popijając kurdybankową herbatkę, oddziały zmierzały w tym czasie na wyprawę z odsieczą wiedeńską, która jak wiemy z historii – zakończyła się wielkim sukcesem!

Pomocnik czarownicy

Krowo oto daję ci kurdybanka, żebyś mi mleka znowu dać zechciała – takie zaklęcie znane było pośród chłopów. Wypowiadali je, owijając wymiona wiankami tego ziela, by uleczyć krowę, która nie chciała dawać mleka.

Bluszczyk kurdybanek w ludowych wierzeniach, uznawany był za ziele o nadzwyczajnych mocach. Miał chronić człowieka przed złymi siłami, dlatego też pęki kurdybanka zdobiły wiele chat i przydrożnych domów. Czarownice natomiast, nosiły jego wieńce na szyi i z apetytem spożywały jego listki. Była to podobno doskonała i niezawodna metoda, aby poprawić swoje zdolności jasnowidzenia i przepowiadania przyszłości.

Braterska kocimordka

Bluszczak, balacznik, kumdran, kondratek i kocimorda, to tylko wybrane regionalne nazwy kurdybanka bluszczyka. Ponieważ w języku angielskim, jego nazwa brzmi gill-over-the ground, dlatego od niej pochodziły imiona angielskich piwiarni – tak zwanych Gill-houses, a sami Anglicy słynęli niegdyś z produkcji piwa z kurdybanka! Było ono w tamtych czasach bardzo popularne, a obywatele brytyjskich wysp, dzięki bluszczykowi, uchodzili za najdłużej żyjących ludzi na ziemi. Znany dzisiaj chmiel, nie miał w tamtych czasach z piwem nic wspólnego. Co więcej, w starożytności spożywano go wyłącznie jako warzywo, a młode pędy przyrządzano w postaci szparagów chmielowych. Dopiero później zaczął być stosowany do wytwarzania piwa. Co sprawiło, że zapomniano o kurdybanku i zamieniono go na szyszki chmielowe? Ówcześni mnisi, którzy rzadko stronili od zabaw i nieustannie narażeni byli na lubieżne pokusy, zauważyli, że chmiel uspokaja ich popędy. Krzepiący, a zarazem niczemu winien kurdybanek, odstawili do lamusa i już w VIII wieku zajęli się uprawą chmielu i produkcją piwa z dodatkiem jego szyszek. Na odpowiedź Anglików nie trzeba było długo czekać. Zauważyli, że chmiel to złe ziele, które psuje smak piwa. Byli też przekonani, że jest przyczyną wielu chorób i przez niego żyje się krócej, dlatego jeszcze w XIV wieku, był on tam surowo zabroniony! Wraz z rozwojem gospodarki i przemysłu, z początkiem XVI wieku w Europie Środkowej wprowadzono jednak ogólnie obowiązujące standardy. Zgodnie z ich wytycznymi, w skład piwa mogły wchodzić wyłącznie słód jęczmienny, woda i chmiel. W ten sposób, wszystkie tradycyjne zioła piwne poszły w odstawkę, a kurdybanek wraz z nimi.

Mile widziany gość

Bluszczyk kurdybanek można spotkać na żyznych, wilgotnych glebach, w cieniu zarośli i lasów, a także na polach i przydrożach. Najlepiej jest zbierać go wiosną i wczesnym latem. Zanim jednak zakwitną jego fioletowe dywany, suszone listki znajdziemy w sklepach zielarskich, tych ze zdrową żywnością, a ku uciesze wszystkich miłośników zdrowia – coraz częściej także w lokalnych delikatesach i supermarketach. Warto jednak rzucić okiem na etykietę i upewnić się, że produkt posiada certyfikat ekologiczny. Dzięki temu, będziemy mieli pewność, że cieszymy się czystą naturą – tak, jak nasi pradziadowie, wielcy odkrywcy kurdybanka!

Tekst ukazał się w miesięczniku Filiżanka Smaków – gorąco polecamy!

filizanka_smakow

filizanka kurdybanek